Czar małych singli.

Dopiero od niedawna się do nich przekonałem. Nie wiedzieć czemu, wcześniej byłem uprzedzony. I pewnie wielu z Was również. Jeśli nie uprzedzona, to zwyczajnie nie zainteresowana. Bo co to właściwie jest? Taki singilek 7″? Dwie piosenki, no max 4 i tyle, często nawet bez okładki i nawet, niektórzy mówią, że gorsze gatunkowo (to kwestia dyskusyjna). A mam znajomego z Yeovil, który zbiera tylko 7″, nawet mamy taki układ, że się wymieniamy, ja mu daję 7″, które mnie nie pasują, a on mi daje za to albumu, które jemu nie podchodzą albumy.

Jakiś czas temu uratowałem od spalenia 5000 singli. Były w jakimś starym magazynie w Liverpoolu, zakurzone i zapomniane. Wymowne było to, że magazyn mieścił się przy ulicy Penny Lane, w starej zajezdni tramwajowej. Miejsce urocze.

Ale też pełne kurzu i starych rupieci. Jakiś czas temu jej właściciel zmarł a nowy chciał wszystko co było w środku spalić. Córka starego właściciela dała ogłoszenie, że chce się tego pozbyć i dodała, że znajduje się tam kilka tysięcy płyt. Od razu do niej napisałem i umówiłem się na następny dzień w Liverpoolu. To nic, że ode mnie to prawie 8 h drogi, ale poprosiłem kolegę z busem o pomoc i pojechaliśmy.

 

 

Wyprawa była przednia, w szczególności, że w samochodzie nie działało ogrzewanie, no ale czego się nie robi dla ratowania czarnych krążków.

Gdy zobaczyłem na miejscu, że część z tych płyt to małe single, poczułem rozczarowanie. Kurcze, pomyślałem, przecież to lipa. Nikt nie lubi małych singli, to przecież jest 5000 śmieci. Zabrałem jednak, nie miałem serca zostawić tych maluchów.

Po powrocie zająłem się od razu albumami. Przekopać kilka ton płyt, to nie jest takie łatwe, nie jest proste i wymaga odpowiedniej logistyki, której na ów czas nie miałem. Więc robiłem jak umiałem, najpierw to co znam, potem to, o czym słyszałem, a na końcu to czego nie znam. A małe single? No właśnie, minęły ponad dwa miesiące odkąd je mam i dopiero się do nich zabrałem niedawno. A jakie cudeńka tam znalazłem, to możecie sprawdzić na winylowo.com.

I nagle mnie olLiverpoolśniło, zrozumiałem piękno tych małyLiverpoolch czarnych krążków. A powodów do ich kochania jest, jak dla mnie, przynajmniej kilka. Po pierwsze, przedmioty same w sobie są bardzo urokliwe, takie winylowe dzieciaczki. Bardzo często jest tak, że na krążku znajdują się wersje piosenek, które nie weszły na album studyjny, albo nagrania live nie publikowane nigdzie indziej.

Po drugie, fantastyczna rzecz na imprezki lub spotkania towarzyskie. Pod pachę zabieram 10 singielków i puszczam znajomym dokładnie te kawałki, które chcę, bez szukania ich na albumie, co jak wiecie nie zawsze jest wygodne – celowanie igłą w przerwę między piosenkami wymaga trochę wprawy, że już nie wspomnę o wymiarze społecznym – z takimi singlami masz + 10 do morale i + 20 w oczach koleżanek na skali potencjalnej atrakcyjności :D.

Po trzecie, co dla mnie bardzo istotne, to to, że single zazwyczaj są nagrane lepiej niż albumy. Odtwarzamy jej z prędkością 45 RPM, a taki zapis pozwala na rzadsze rozmieszczenie rowków, a co za tym idzie zakłócenia są mniejsze. Niedawno poruszałem ten temat, na jednym z forów i okazało się, że faktycznie single 7″ przeważnie jakościowo są lepsze od wersji albumowych. Prawdą też jest, że mają szybszą używalność i onegdaj były bardzo eksploatowane na prywatkach i imprezach, więc sporo z nich nie dotrwało do dnia dzisiejszego w nienaruszonym stanie. Na marginesie dodam, że najdroższy singiel w UK, kosztujący ponad 150 000 funtów to pierwszy singiel zespołu The Quarryman Johna Lennona. To ci magiczna cena 🙂

I jeszcze jedna rzecz, cena. Single 7″ to bardzo często kwestia kilku złotych, nawet groszy. Za kilkanaście złotych można zrobić sobie niezłą kolekcję. Prawda jest taka, że można się uzależnić, jest w tych maleństwach coś takiego jak w słoneczniki jak zaczniesz dłubać, to nie możesz przestać. Ja wpadłem po uszy dość szybko.

Singlom wybaczam ich, czasami nieznośny stan. pykanie lub trzaskanie. Doskonale rozumiem, że to robota moich poprzedników, pokoleń, które ruszały w tany przy tej muzyce. Na pewno single nie są na każdą okazję. Na pewno nie wtedy jak chcesz się zrelaksować i posłuchać sobie muzyki. Raczej, do furii może Cię doprowadzić zmienianie płyty co 2 – 3 minuty, ale na pewno jest git, jak siedzisz na imprezce za adapterem i puszczasz muzyczkę.

Na mojej półce leży teraz 3000 takich skarbów. I robi wrażenie, choćby jako wystrój wnętrz 😀 nawet się nie zastanawiam czy kiedykolwiek zdołam je przesłuchać, ale jak to odpowiedział kiedyś jeden milioner, na zadane mu pytanie dotyczące wielkiej sceny koncertowej w jego ogrodzie: – Może kiedyś będą u mnie Rolling Stonesi i zechcą zagrać koncert, będzie jak znalazł 🙂 Coś w tym jest, przecież nie czytam wszystkich książek z mojej biblioteczki na raz, ale mam ten komfort, że w każdej chwili mogę  sięgnąć, po tę, na którą akuratnie mam ochotę 🙂

To na tyle, życzę miłej niedzieli i całego tygodnia 🙂

Pozdrawiam

Singiel 7" 3000 singli 7" Singiel 7" Singiel 7"

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s