Świąteczno urodzinowe refleksje.

No i powoli Święta się kończą, kilka chwil odpoczynku i od jutra ruszamy dalej. Lada chwila piąte urodziny www.winylowo.com. Zleciało jak z bicza strzelił. Jak dziś pamiętam początki:  dwunastogodzinna zmiana w fabryce, a potem dopiero zaczynało się prawdziwe życie, płyty i muzyka. Aż ciężko mi samemu uwierzyć, że jeszcze niedawno wstawałem w depresyjnym nastroju o czwartej rano, żeby dojechać na szóstą do pracy. Znalazłem jednak to marzenie, którego się uczepiłem, i które mnie wyciągnęło z dna. Sklep z winylami, na początku nawet nie myślałem o tym, że będzie to sklep stacjonarny. A tu proszę, już prawie 2 lata i Cloud7 ciągle istnieje i ma się coraz lepiej.

Czy dużo mnie to kosztowało? Jak teraz na to patrzę, z perspektywy czasu, to raczej nie. Co prawda, pierwsze osiemnaście miesięcy to była prawdziwa mordęga. Wstawanie bardzo wcześnie, potem osiem lub dziesięć, albo co gorsza dwanaście godzin w fabryce, powrót do domu i jeszcze kilka godzin przy kompie, wystawianie płytek, wysyłki, korespondencja z Wami. I znów spać i fabryka. Osiemnaście miesięcy zniknęło, po prostu wyparowało, ale wiedziałem, że jak odpuszczę, to w tej fabryce zostanę na zawsze. Nie żeby było coś w tym złego, nawet w tej fabryce znalazłem możliwości rozwoju, jak się chce czegoś więcej, to zawsze znajdą się możliwości, ale mnie się chciało nie tylko więcej, ale i czegoś innego.

Na początek sprzedałem swoją kolekcję, nie było to łatwe, musiałem zwalczyć w sobie naturę zbieracza, kolekcjonera. W końcu, po wielu latach klecenia od pierwszego do pierwszego, dzięki pracy w fabryce właśnie, mogłem sobie kupić trochę płyt. Szybko moja kolekcja się rozrastała, w szczególności, że wówczas na carbootach ludzie maniakalnie pozbywali się płyt winylowych, byle ktoś je od nich zabrał. Ceny były śmieszne, 25 pensów, 50 pensów. w ekstremalnych przypadkach funt. Mógł sobie wtedy człowiek pozwolić na szaleństwo, za 10 funtów można było przytachać do domu całkiem niezła kolekcję. Z moich pierwszych rarytasów, jakie pamiętam, był singiel Alice In Chains, pomarańczowy i numerowany, zdaje się, że z kawałkiem Would? oraz album Siouxsie And The Banshees ‚Join Hands’  z autografami wszystkich członków zespołu z Siouxsie Sioux na czele. Pamiętam doskonale, że z  bólem, żegnałem się z tą płytą, którą wygrał na aukcji kolega z Zielonej Góra za nieco ponad 60 zł. A singiel Alice In Chanis poszedł za niecałe 50 zł. Z jednej strony bolało a z drugiej cieszyło. Bolało, bo wiedziałem, z niełatwo będzie pozyskać te płyty ponownie do kolekcji. Ale z biegiem czasu, moje zapatrywanie się zmieniło. Poznałem wielu wspaniałych ludzi, kolekcjonerów i zbieraczy. Znalazłem w końcu sens w tym co robię. Na początku motywowało mnie „dorobienie” do pensji, bardzo szybko się okazało, że mam odpowiednie warunki do tego, żeby się tym zajmować. Muzyka interesowała mnie od zawsze, kolekcjonowanie płyt od czasów szkoły średniej, ale najważniejsze, jak się okazało, stało się coś innego. Szukanie płyt dla innych, szperanie, poznawanie nowych ludzi i nowej muzyki, pomaganie w budowaniu kolekcji, to była i jest ciągle największa frajda,. Przykład pana Remigiusza, który opisałem w tym małym artykuliku: Kolekcja Pana Remigiusza, pokazuje, jak specyficzne może być podejście kolekcjonera do jego kolekcjonowania. Cieszę się niezmiernie z tego faktu, że jestem częścią tej kolekcji. Rozmawiając kiedyś z kolegą Robertem z  Grupy Winylowej, udało mi się dość precyzyjnie określić mój sposób kolekcjonowania, a mianowicie ja kolekcjonuję społecznie 🙂
I tak część mnie i mojej kolekcji jest w Waszych kolekcjach, nawet jeśli posiadałem płyty, o których zawsze marzyłem, prędzej czy później moje serce ulegało czyimś gorącym prośbom i sprzedawałem płytę, aby cieszyła jeszcze kogoś. Nie było to łatwe, ale z biegiem lat, widzę pozytywne efekty tej zmiany z kolekcji osobistej na społeczną 🙂 Bo jako społeczność mamy chyba jedną z najwspanialszych kolekcji na świecie 😀 Jakby nie patrzeć, w ciągu tych 5 lat przez http://www.winylowo.com przewinęło się już prawie 40 000 płyt, które znajdują się w  Waszych domach 🙂

Czy uważam, że osiągnąłem sukces? Sukcesem jest to, że dzięki temu co robię mam wspaniałych przyjaciół w całej Polsce i na świecie, że jestem przydatny i pomagam realizować marzenia innych. Nie było to łatwe, ale summa summarum, opłaciło się i nie mam tu na myśli pieniędzy. Biznesowa strona http://www.winylowo.com to inna bajka.

Nigdy wcześniej nie parałem się biznesem, wiele razy otarłem się o bankructwo 😀 naprawdę, nie jestem dobory w te klocki. Uważam, że biznes się robi dla ludzi a nie dla pieniędzy. Jak się jest dobrym dla ludzi, to ludzie pomogą przetrwać, jak się nie jest dobrym dla ludzi, to trzeba używać wszystkich tych marketingowych zabiegów, które mają na celu przekonać nas, że bardzo chcemy tego czego nie chcemy.
Sprzedając winyle nauczyłem się trochę innego podejścia. Muzyka to ponoć towar jak każdy inny, ale ja jestem innego zdania. Muzyka to jest coś, co pozwala nam podróżować w inne czasy, inne miejsca. Wiele razy o tym pisałem: muzyka, szczególnie na winylu, to latający talerz, który zabierze nas tam, gdzie nic innego zabrać nas nie może. Kilka nutek potrafi przywołać falę wspomnień i obrazów, które na kilka chwil stają się dla nas realne. Sprzedawanie takich muzycznych kapsuł niesie ze sobą sporą odpowiedzialność.
Czym lepiej poznaję ludzi, tym lepiej wiem, jaka muzyka i dlaczego jest dla nich ważna. Oczywiście pomaga to w sprzedaży, ale chodzi tu o coś więcej. Znajdując płyty do sklepu, wiem, kto potencjalnie może ja kupić i wiem, dlaczego. Taka relacja z moimi klientami staje się relacją przyjacielską, a to jest dla mnie bardzo ważne, bo rozwija się to w coś większego niż stosunek sprzedawcy do klienta. Może dlatego nie jestem najlepszym biznesmenem 🙂 Ponoć w biznesie chodzi tylko o pieniądze, mówi się: „to nic osobistego, to tylko interesy”, ale dla mnie, mój biznes, to coś bardzo osobistego, to moje życie połączone z Waszym życiem, za pomocą muzyki. Jeśli miałbym wyłączyć z tego pierwiastek naszej osobistej relacji, to równie mógłbym się zajmować sprzedażą papieru toaletowego. W winylach i muzyce zaklęta jest poezja życia, bez znaczenia jakiej muzyki słuchamy, to łączy nas ten wspólny element, który ciężko słowami określić, ale ryzykując potknięcie, powiem, że chodzi tu o pewną życiową wrażliwość. Na co? Chyba na samo życie. Sporo czasu poświęcam na rozmowy z Wami i wiem, że dla każdego z kim rozmawiam, ważne są takie sprawy jak radość, jak delektowanie się życiem, jak spokój, czas dla siebie ale i czas wspólny z innymi, rodzina, przyjaciele, wspólne dzielenie się radościami i smutkami. Nawet jeśli pochodzimy z różnych środowisk, z różnych części kraju i świata, to potrafimy się wznieść ponad różne podziały.
Widząc to wszystko i rozumiejąc, nie mogę traktować tego co robię tylko jak biznesu. Nie znam swojej przyszłości, nie wiem jak potoczą się dalsze losy http://www.winylowo.com i Cloud7, ale wiem, że nie zmarnowałem tych 5 lat 🙂 nawet gdyby wszystko miało się nagle skończyć, to pokrzepiająca jest myśl, że gdziekolwiek w Polsce nie pojadę, jest tam ktoś z kim zawsze będzie można pogadać, napić się kawy podczas tej rozmowy i miło spędzić czas.

Gdybym miał zrobić bilans zysków i strat, to powiedziałbym tak, straty poniosłem tylko materialne, a zyski? Zyski we wszystkich innych dziedzinach 🙂

Dziękuję Wam Serdecznie za to, że jesteście ze mną przez te wszystkie lata, że jesteście częścią mojego życia. Dziękuję za Waszą pomoc, za Wasze wsparcie nie tylko materialne, wielu z Was wspierało mnie w okresach kiedy działo się źle, ale nie zostawiliście mnie, dzięki za to 🙂

Pozdrawiam

Tomek

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s